english version

10 razy "tak", czyli próba bilansu 20 lat nauczania religii... - ks. prof. dr hab. Tadeusz Panuś

1 września 2009 roku minęło dwadzieścia lat, od kiedy katecheta polski po długiej przerwie przekroczył próg szkoły. Fakt ten zachęca do podjęcia pewnego bilansu. Ponieważ istnieje różnorodność spojrzeń na nauczanie religii w szkole, dlatego też opinie na ten temat są zróżnicowane. Od całkowicie negatywnych , niezrozumiałych i wewnętrznie sprzecznych, do entuzjastycznych. Reakcje katechetów balansują miedzy misterium tremendum i fascinosum .W rozmowach na temat katechezy i katechetów najczęściej do głosu dochodzą negatywne opinie. "Prawie niczego się nie nauczyłam"; "pseudonaukowe dyskusje zamiast szukania Boga"; "Niech uczy ksiądz i ocen nie stawia"; "Niefortunne uatrakcyjnianie katechezy"; "Żują gumę, a siostra się uśmiecha"; "Czas w większości stracony" - tak mówią uczniowie o szkolnej katechezie. Natomiast dyrektorzy szkół często podkreślają, że "katecheta to ktoś, na kogo oni mogą w pierwszym rzędzie liczyć". Tych wypowiedzi na temat katechezy i katechetów jest wiele i można by je mnożyć.
Warte szczególnego zauważenia jest zdanie sługi Bożego papieża Jana Pawła II na temat nauczania religii w szkole. Przemawiając 6 czerwca 1991 r. do katechetów, nauczycieli i uczniów w katedrze włocławskiej stwierdził on: "Dzięki przemianom, jakie się dokonują ostatnio w naszej Ojczyźnie, katecheza wróciła do sal szkolnych [...]. Osobiście bardzo się z tego cieszę. Równocześnie pragnę tu powtórzyć zwrot, którego często używam, bo odbija on żywą prawdę o każdej łasce [...] jest wam to dane i równocześnie zadane".
Ta opinia jest mi wyjątkowo bliska. Dlatego też w oparciu o dostępną na temat bilansów literaturę, a także na bazie licznych rozmów z katechetami, wyróżniam dziesięć "tak", ukazujących że katecheza w szkole jest darem.

Pierwsze "TAK", czyli wierność "Chrystusowemu idźcie i nauczajcie"

Dzięki powrotowi nauczania religii do szkoły, Kościół lepiej wypełnia Jezusowe polecenie: "Idźcie i nauczajcie" (Mt 28,19). Kościół chce być wszędzie tam, gdzie jest człowiek, bo "Kościół chce służyć. To jest jego powołanie. Kościół chce służyć, człowiekowi chce służyć, społeczeństwu chce służyć". Kościół z ewangelią idzie do więzień, do domów starców, do szpitali, idzie do upośledzonych, chce też iść do szkoły? Zastanawia nieżyczliwość części mediów towarzysząca powracaniu nauczania religii do szkół. Może chodziło o utrudnienie czy wręcz uniemożliwienie Kościołowi szerokiego dostępu do dzieci i młodzieży. Warto tu też pamiętać o tym co Jan Paweł II napisał w Catechesi tradendae: "Szkoła stwarza katechezie możliwości nie do pogardzenia. W tych krajach, niestety coraz rzadszych, gdzie istnieje możliwość prowadzenia wychowania w wierze na terenie samej szkoły, Kościół ma obowiązek uczynić w tej sprawie wszystko, co tylko może" (CTr 69).

Drugie "TAK", czyli wzrost liczby osób będących w zasięgu oddziaływania Kościoła

Powrót nauczania religii do szkoły spowodował, iż liczba osób, do których Kościół dociera, znacznie się powiększyła. Argument ilościowy nie jest być może najważniejszy, ale nie można go bagatelizować. Co prawda, ilość nie koniecznie przekłada się na jakość, ale jest dowodem na to, iż Kościół szuka młodzieży, tak jak czynił to Jezus, który "przyszedł szukać i zbawić, to co było zginęło" (Łk 19,10). Dzięki szkolnej lekcji religii nawiązany został kontakt z dziećmi i młodzieżą, która wcześniej nie trafiała do punktu katechetycznego, która jakoś "zginęła".
To docieranie do młodych, którzy nie pojawią się w salce parafialnej czy świątyni, a są na lekcji religii w szkole, stwarza szanse na zmianę negatywnego obrazu Kościoła. Dość często Kościół w oczach młodzieży jawi się jako "surowy strażnik zasad moralnych". Nauczanie religii w szkole stwarza możliwość wejścia w dialog z młodzieżą, która ma taki negatywny obraz Kościoła i kontestuje go. Jest to szansa ukazania ludzkiego oblicza Kościoła, jako instytucji afirmującej życie, zatroskanej o człowieka, o jego szczęście, chcącego pełnić rolę drogowskazu w duchu biblijnym. "Stańcie na drogach i patrzcie, zapytajcie o dawne ścieżki, gdzie jest droga najlepsza, idźcie po niej, a znajdziecie dla siebie wytchnienie" (Jr 6,16). Ten liczbowy argument nabiera nowego wymiaru w kontekście słów św. Pawła, "jakże mieli usłyszeć, gdy im nikt nie głosił" (Rz 10,14).
Stąd warto przypomnieć opinię kard. Waltera Kaspera. Uważa on, że dla wielu uczniów nauczanie religii jest jedyną dostępną dla nich ofertą spotkania z Kościołem, jako wspólnotą ludzi objętych Ewangelią, poszukujących, ryzykujących, a także błądzących. Nie ma i nie byłoby chrześcijaństwa bez Kościoła. Nauczanie religii wskazuje na instytucję Kościoła, uczestniczy w „świadectwie Kościoła dawanym o katechezie”.

Trzecie "TAK", czyli dowartościowanie laikatu

Dzięki powrotowi nauczania religii do szkoły, nastąpiło niezwykłe dowartościowanie laikatu w Kościele. Wśród 33191 katechetów, którzy 1 września 1990 roku w imię Kościoła poszli do szkoły, było 15931 księży, 3320 sióstr zakonnych i aż 13940 świeckich. Na ten fakt, warto popatrzeć w kontekście opisu niezwykłego połowu, opisanego przez świętego Łukasza (Łk 5, 4-11). Pan Jezus powiedział do Szymona Piotra, utrudzonego całonocnym, bezowocnym połowem: "Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów" (Łk 5,4). Apostoł zaś dość delikatnie dał do zrozumienia Jezusowi, że to nie ma sensu: "Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i nic nie ułowiliśmy" (Łk 5,5). Niemniej zaraz dodał "lecz na Twoje słowo zarzucę sieci" (Łk 5,5). W wyniku tej czynności "zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać (Łk 5,6). I wtedy "skinęli na wspólników w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli i napełnili obie łodzie, tak, że się prawie zanurzały" (Łk 5,7). Owo "skinięcie na wspólników w drugiej łodzi", którzy podpłynęli i pomogli apostołom podołać wyzwaniu, związanemu z cudownym połowem ryb, to nic innego jak otwarcie na laikat, aby podołać wyzwaniom, spowodowanym powrotem katechezy po trzydziestoletniej nieobecności do polskiej szkolnej. Wobec tego "wielkiego mnóstwa ryb", wobec faktu, że "sieci zaczynały się rwać", wobec tego, że zaczynało brakować sił, "skinięto na wspólników w drugiej łodzi", czyli na siostry zakonne i laikat, aby przyszli "apostołom", dotychczas pod pewnymi względami jedynym "wybranym" z pomocą. I tak oto w polskiej rzeczywistości rozpoczął się etap współpracy wszystkich zatroskanych "o połów ryb". Dzień 1 września 1990 roku, rozpoczął nowy etap w historii Kościoła w Polsce - etap współpracy z "wspólnikami w drugiej łodzi". Rzeczywistością stało się to, o czym mówi ewangeliczna przypowieść: "Idźcie i wy do mojej winnicy" (Mt 20,4). Owocem tego wydarzenia jest m.in. to, że katechetyka dzisiaj jest najbardziej dynamicznie rozwijającą się dziedziną teologiczną, tylu świeckich studiuje teologię, zdobywa stopnie naukowe. Katecheza daje perspektywę pracy, ale także realizację powołania, wpływa na świadomość eklezjologiczną. Kościół to nie tylko "oni" biskupi, księża, ale my katecheci, laikat. Znaczenie tej współpracy jest ogromne. Od początku istnienia Kościoła katecheza nie była nigdy przedsięwzięciem indywidualnym, lecz dokonywała się we wspólnocie (por. DOK 220). Wspólnota chrześcijańska zawsze odgrywała istotną rolę w kształtowaniu wiary. W ciągu wieków oddziaływanie katechetyczne wspólnoty chrześcijańskiej ulegało zmianie. Parafia jako wspólnota ludzi wierzących, przebyła długą drogę historycznych przeobrażeń, przyjmując taki kształt, z jakim spotykamy się w dzisiejszej rzeczywistości.

pdf Pobierz cały artykuł.

  • PDF
  • Drukuj
  • Mail